Poczuj w sobie zwycięzcę…

Maratończyk powinien mieć serce jak dzwon, a płuca jak kowalskie miechy. To założenie idealne, a większość biegaczy i biegaczek nie ma zielonego pojęcia w jakim stanie są te strategiczne dla człowieka narządy. Zarówno początkujący adepci biegania i triathlonu, jak i zaawansowani zawodnicy skupiają się przeważnie na masie ciała (obsesja chudnięcia) i mięśniach (obsesja tzw. pakowania), a podczas wyścigów „wypluwają” płuca i doprowadzają serce do skraju wytrzymałości.

Badać stan układu sercowego powinniśmy nie od wielkiego święta, gdy coś zaczyna w nim szwankować, ale co najmniej raz do roku. Wizyta u lekarza z wynikiem badania EKG to inwestycja w bezpieczeństwo i komfort uprawiania ulubionej dyscypliny. Bardzo często lekceważmy przebyte anginy i grypy. W większości przypadków leczone są one na siłę, przy pomocy antybiotyków i sterydów. To niszczy zwłaszcza nasze serce, podkreśla dr Maciej Nowak z Centrum Medycznego „Dynasplint” w Poznaniu.

Badania przeprowadzane przed jednym z poznańskich maratonów pokazały, że na starcie stają osoby, które nie powinny w ogóle fundować sobie intensywnego wysiłku, na pograniczu zawału serca! Nie oznacza to, że takie osoby skazane są dożywotnim wyrokiem na kanapę i pilota. Istnieje wiele aktywności fizycznych (oficjalnie jest ich ponad dwieście), które można dopasować do swoich możliwości.

Sprawdźmy teraz, co z płucami. Badania RTG i spirometryczne pokażą, w jakim stanie są twoje płuca, i wykluczą astmę, na którą cierpi co dziesiąty Polak.. Musimy pamiętać, że im dłuższa była przerwa w systematycznych ćwiczeniach, tym bardziej nasz bilans otwarcia jest na minusie. Sport preferuje systematyczność, a nie pospolite ruszenia. Jak zaznacza dr hab. Krzysztof Kusy z AWF w Poznaniu, początkujący powinni zaczynać od małej intensywności i systematycznie budować „fundamenty” pod większe wyzwania. Nie każdy jest stworzony do pokonania maratonu czy Ironmana, a robienie tego na siłę, balansując na granicach limitów czasów, wypacza zdrowego ducha sportowej rywalizacji. Satysfakcję można czerpać także z „połówek” i krótszych dystansów, wyzwań, które sprawią, że poczujemy się zwycięzcami.

Stając na linii startu często słyszę słowa Killiana Jorneta, mistrza świata w skyrunningu i ultramaratończyka, który zapisał je w swojej książce „Biec albo umrzeć” (SQN,2013): ”Wygrana nie oznacza zakończenia wyścigu na pierwszym miejscu. Nie oznacza zwyciężenia pozostałych. Wygrana to pokonanie siebie samego, własnego ciała, ograniczeń obaw. Wygrana oznacza zmianę snu w rzeczywistość. Wiele wyścigów ukończyłem na pierwszym miejscu, ale nie czułem się zwycięzcą. Po przekroczeniu mety nie płakałem, nie skakałem z radości. (…)I to, przynajmniej dla mnie, nie jest wygrywaniem”.

Przemek Walewski, Fot. Kiliana Horneta via diariodeavison.com